poniedziałek, 27 stycznia 2014

O konsumpcji starych świeczek rzecz to będzie ;)

 Nie każdy z nas zdaje sobie sprawę, tak realnie, z tego, że świece zapachowe mają termin przydatności "do spożycia".
Ba, wielokrotnie czytamy/słuchamy o tym, że "termin przydatności" to data umowna, do której producent gwarantuje pełnowartościowość swojego wyrobu, a później wciąż się nie zatrujemy, co najwyżej nie wykorzystamy w pełni deklarowanych dobrodziejstw lub walorów. I o ile jogurt niewiele po terminie podobno można jeszcze spokojnie zjeść [od razu zaznaczam, nie jadam jogurtów praktycznie wcale, a już tym bardziej przeterminowanych ;) ] , to świeca, zbliżając się do końca swoich dni, najzwyczajniej traci zapach, który to proces zaczyna się już w chwili opuszczenia linii produkcyjnej, z powodu wietrzenia olejków eterycznych, używanych do tego "pachnienia" :)
Można ją zapalić, oczywiście, nawet i lata później, tylko, czy będzie dawała efekt zapachowy, za który zapłaciłyśmy sporo więcej niż za te zwykłe?



Dlaczego więc nie zauważamy tego już w sklepie? Chociażby dlatego, że zazwyczaj świece takie stoją w skupiskach, i jeżeli sprzedający mają też nowe partie towaru, to dokładają parę sztuk pomiędzy wyprzedawane.
A w domu? Rozpakowując przesyłkę czemu nie zauważamy tego? Ponieważ dokładnie zapakowany woskowy, czy też parafinowy blok, uderza nas w nozdrza intensywnością zapachu po odwinięciu folii, w której się skumulował, i wydaje się dużo intensywniejszy w "czystym" powietrzu, w którym receptory węchowe reagują na zapach nowy zawsze jako na intensywniejszy niż to jest faktycznie :)

Dodatkowo, aromat wietrzeje ze świeczki całościowo, a nie tylko powierzchniowo, ponieważ olejki eteryczne są bardzo... eteryczne ;) czyli między innymi: ulotne, nietrwałe.


I tutaj łatwo wychwycić fenomen YC czy innych nowości zapachowych na rynku. Te nowe 'wynalazki' po prostu są świeżo zrobione i nie zdążyły w większości "odleżeć" się jeszcze :) mój półroczny wosk, którego jakoś dotąd nie użyłam [bo nie mogę się doń przekonać], również stał się jakiś takiś mniej inwazyjny ostatnio..
Podobnie jak było z szałem na biedronkowe świeczki "w szklankach" na początku. Przynosiłaś to to do domu, stawiałaś na stole, i cały pokój aż wibrował od zapachu. A kiedy zapaliłaś taką? Mmmrrrr...
A obecnie? No pachnie. No nawet ok w opakowaniu się wydaje. Ale kiedy ją zapalisz, to musisz sobie włosy w nosie przypalić by poczuć [i epilacja z głowy przy okazji ;) ], choć wtedy to raczej swądek czujesz a nie zapach ;) , albo palić taką świeczkę długo, a i tak daleko jej do tych pierwszych.. No cóż. Aby uzyskać dobrą cenę, należy złożyć duuuuże zamówienie, więc bohaterki niniejszego wpisu leżą sobie i pachną... w magazynach ;)


Dlaczego więc nie znajdziemy tych, jakże istotnych dla nas, i naszego portfela skrzyżowanego z narządem powonienia, informacji?
Ponieważ polskie prawo nakazuje umieszczać daty i terminy niniejsze wyłącznie na produktach stosowanych bezpośrednio wewnątrz, lub na powierzchni, organizmu. Producenci skrupulatnie korzystają z tego, by nie strzelać sobie w kolana i rachunki bankowe, zwietrzałymi nabojami, a my odpalamy, lub wsadzamy w kominek, taki nabytek obiecujący orgazmiastyczne doznania zapachowe i wtykamy nosy w ogień, by cokolwiek poczuć wyraziście ;)

Czy więc unikać takich świec?
Zależy, czego dokładnie od naszego nabytku oczekujemy :)
Jeżeli świeca ma nam służyć głównie do zmiany zapachu w pomieszczeniu, poprzez "przepalenie" nieprzyjemnych "swądków", i nasycenia atmosfery wybraną nutą zapachową, a do tego w ramach oszczędności kupujemy świeczki małe i drogie - upewnijmy się, że ich zapach wręcz "gryzie w nozdrza" już z pewnej odległości, a zbliżenie twarzy powoduje zaparcie tchu. To jest świeca świeża, mocno nasycona, i warta swojej ceny :)


A jeżeli, tak jak ja, lubicie sam fakt palenia się świeczek, nawet w liczbie bardzo mnogiej, to wtedy koniecznie skorzystajcie z wyprzedaży tych "zwietrzałych" :)
Po pierwsze: możecie zapalić ich kilka, i nie ma obawy o ból głowy czy też niedomiar powietrza w zapachu
po drugie: świece blokowe mają pewną założoną z góry cenę, i nie tracą w sposób widoczny od razu nic, więc i cena nie opada, a takie "pachnące wybrakowane" są wyprzedawane w cenach często niższych niż zwyczajne :D - ja korzystam z radością :)
A Wy?
Lubicie świece? Jak stosujecie je najczęściej? Na co zwracacie największą uwagę przy zakupie?

Wasza Cholera Naczelna zainspirowana przez Cholerę Jasną, która większość tych informacji powyszperywala w necie, a ja tylko ubrałam jej "paplanie na temat", w notkę ;)

dostępne również jako artykuł na http://przepis-na-kobiete.pl/

zdjęcia wyszukane w google pics, tag: spa candle

30 komentarzy:

  1. Uwielbiam zapachowe świece. :) Ostatnio chyba trafiłam na taką zwietrzałą YC. :) Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, też tak trafiłam, że skłoniło mnie to do poszukiwań "o co kaman w tym fenomenie" ;)

      Usuń
  2. A ja zawsze wybieram wiśniowe, bo nawet po roku pachnie mi nimi szuflada;). No i głowa nie boli, jak taka piromanka jak ja zapali sobie od razu pięć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, ja też uwielbiam zapalić kilka na raz ;) bo taka jedna - to taka samotna się wydaje ;)

      Usuń
  3. Świece zapachowe są stałym gościem w moim domu, a ich ilość rośnie w zastraszającym tempie :-)

    http://rozowyswiatmarthe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię np. przy kąpieli czasem ;].Ale jak zaczęłam kupować to z myślą, że może nie będzie tak "pachnieć" papierosami (mamy w domu palacza, a ja (nie)stety zerwałam z nałogiem ;) ) Ostatnio kupiłam 18 sztuk małych o zapachu bzu tak dla sprawdzenia intensywności. Zdały egzamin. Natomiast częściej kupuję o zapachu cytrusów czy jakichś kwiatowych kompozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. stety stety rzuciłaś ;)
      my nigdy nie palimy w domu, i nawet gościom nie pozwalamy ;) zapach nikotyny jest okropny... ale zapach bzu - kocham! daj znać jak się sprawdzają :)

      Usuń
    2. Na pewno dam znać. Obowiązkowo :)

      Usuń
  5. ja tylko trafiam na zwietrzałe świece w supermarketach, moje YC trzymają się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie - markety kupują świece olbrzymimi partiami...

      Usuń
  6. Lubię świece zapachowe, ale większość z nich (w tym woski YC) powodują u mnie ból głowy.... :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze mam wrażenie, ze świece pachną , póki się ich nie zapali :) Może źle trafiałam po prostu. ogólnie jednak ważniejsze jest dla mnie światełko. Dużo światelek, lubię migoczące dekoracje na stole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mam takie wrażenie, ale na szczęście chodzi mi o światełka ;)

      Usuń
  8. uwielbiam świeczuszki tak jak już nie raz pisałam widząc posta ze świeczkami....a czy pachną ?
    owszem zależy jakie ....bo mam takie ,które po zaświeceniu wogóle nie pachną a maja byc pachnące
    buble.....:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednak nawet te "buble" cenę mają wysoką.. dlatego lubię kupować te z wyprzedaży :D mniejsze oczekiwania przy niższej cenie ;)

      Usuń
  9. Ja tam pokochałam woski YC, mam ich na prawdę sporo, ale też często je palę, poza tym trzymam szczelnie zapakowane aby nie wietrzały. Ale wiele też zależy od samego zapachu. Są zapachy, które pachną bardzo intensywnie i długo, a są takie, które dość szybko przestają być wyczuwalne (choć jak się wyjdzie z mieszkania i po chwili do niego wróci, to jednak zapach nadal czuć). Od czasu jak odkryłam woski YC (a teraz także Kringle Candle tego samego producenta) pachnące świece, olejki czy kadzidełka odeszły w niepamięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się nie mogę jakoś wciąż przekonać do wosków wyłącznie...

      Usuń
  10. Bardzo lubię świece zapachowe, ale kilka takich rozczarowań też mnie spotkało ;) raz kupiłam właśnie w promocji świecę w Ikei - miałam nadzieję, że będzie piękny zapach a tu nic z tego - najbardziej wyczuwalny był zapach samej parafiny tak naprawdę :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, nie strasz :) jak dotąd przynajmniej w ikeowskich nie czuć było ostrej parafiny!

      Usuń
  11. Kocham zapachowe świece :). Mam ich sporo ). Bardzo fajna notka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo lubię świeczki, dla samego efektu "palenia" - zapachowe też, ale nie jeśli aromat powoduje zawroty głowy ;) Szczerze mówiąc nie przyszło mi nigdy do głowy, że zapachowe świeczki mają datę ważności... Pewnie dlatego, że nigdy jej na opakowaniu nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpowiedzi
    1. ach doczytałam maczkiem;) No bo już chciałam się nisko kłaniać i na sesję zapisać:D;)

      Usuń
    2. hahaha, samo podejrzenie, że mogły być moje to wielki komplement :D ale będę pilnie trenować, obiecuję :D

      Usuń
  14. Kiedyś byłam typową świecoholiczką, przez ostatnie lata trochę przystopowałam, bo nigdy nie wiem co też uderzy Zu do głowy ;) Ale teraz Dziecię coraz starsze to i znowu zaczynam do 'świecowania' powoli powracać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fakt, nie wszystkie świeczki pachną intensywnie i czasami można się rozczarować. Jak mam taki przypadek to trochę "doprawiam" go olejkiem zapachowym, o ile mam akurat o tym samym zapachu, albo o zapachu który będzie pasował. Olejki na szczęście nie wietrzeją tak szybko, dzięki przechowywaniu w zamkniętych buteleczkach.

    OdpowiedzUsuń

Śmiało, komentowanie nie gryzie ;) ja też ;)

Bardzo lubię i cenię każde słowo od Was, Wasze komentarze są dla mnie motorkiem napędowym :)

Staram się też odpowiadać na Wasze wpisy, pytania, i odwiedzać moich czytelników.

4cholery@gmail.com

Cholera Naczelna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...