Przejeżdżając koło centrum handlowego, gdzie w "chińczyku", kupiłam genialne, miękkie i megatrwałe grube gumki do włosów, wstąpiłam po kolejne. Niestety. Aby zysk był stały, należy nie wypuszczać rzeczy trwałych i świetnych, o czym też chyba sobie producent, tudzież właściciel sklepu przypomniał.. Złapałam więc coś w miarę zbliżonego chociaż formą do poprzedniczek ;)
W ostatniej chwili też przypomniałam sobie o zaginionych gdzie w domu wszystkich pilnikach i bloczkach...
Później poszło już z górki, Stado rozbiegło się na różne strony, bo my po prostu powinnyśmy mieć chyba zakaz zbliżania się do skupisk sklepowych ;) No ale okazało się nagle, że brakuje nam sportowych rzeczy, a wiosna w toku... Więc bluzkę kupiłam niemal sportową. Przynajmniej w stylu ;) z kapturem i łódkowym dekoltem. Do tego sportowe staniko-topy, które zaraz będą niezbędne pod moje ukochane nietoperze [w tym czerwony z bokserkowym, siateczkowym tyłem, jakieś dwa normalne staniory [ponieważ po zajęciach z brafitterką większość dotychczasowych pofrunęło radośnie w kosz].
Ale dla równowagi, by w tym całym sportowym weekendzie zachować jednak odpowiednie proporcje, MUSIAŁY się też znaleźć szpilki ;) I mam ochotę skomponować z nimi jakiś [prawie] sportowy strój :P
Buty Młodych, sportowe, już w użytku, więc oszczędzę Wam widoku tego, jak te delikwentki potrafią "załatwić" obuwie jednym wyjściem, nawet w mieście ;)
Ale jak zaraz przesortuję, to pokażę Wam parę migawek z weekendu :)
To będzie nasz pierwszy, bardzo bardzo nieprofesjonalny, ale rodzinny, prawie-outfit ;)
Wasza Cholera Naczelna




